Przejdź do głównej zawartości

1.Wielkie wyjście

Cały pokój przeszedł okropny krzyk. Alice leniwie otworzyła oczy.
-Co jest znowu?-Pretensjonalnie spytała swoich współlokatorek widząc, że one też leniwie wychyliły głowy spod kołder. Na zegarku widniała trzecia w nocy. Miała nieodpartą  ochotę komuś przyłożyć.
-Wczoraj przyjęli jakąś nową, podobno ciężki z niej przypadek-sennie odezwała się Molly. Mimo natężenia dźwięku to aż dziwne że udało się wyrwać ją ze snu. Ta szczupła dziewczyna z krótkimi czarnymi włosami była zwykle nie do ruszenia w trakcie snu. (Już nie mówiąc o depresyjnych epizodach) Rzeczywiście była mowa o nowej sąsiadce wczoraj na odprawie ale nikt nie mówił że będzie aż tak problematyczna.
-To co, Idziemy na seans?-Spytała Veronic z uśmiechem. To było tylko kwestią czasu aż to powie. Ta z pozoru drobniutka i cicha blondi to tak naprawdę diabeł wcielony. Musiała być tak gdzie coś się dzieje a już na pewno jeśli dzieje się coś złego. Jest tu z powodu zaburzenia eksplozywnego przerywanego. Znaczy to ogólnikowo że nie masz pojęcia jak zareaguje na najmniejszą zawadę i złe zachowanie kogoś. Tak naprawdę może wybuchnąć gniewem w każdej chwili. Dlatego Alice ma tyle siniaków na ciele a jej blada jak trup skóra w tym nie pomaga. Dziewczyny poszły do niewielkiej szczeliny w ścianie. Budynek psychiatryka ledwo się trzymał i to tylko kwestia czasu aż się zawali. Współlokatorki starannie zasłaniały ją podczas inspekcji bo ich pokój był zaraz obok tego dla specjalnych pacjentów. Każda z nich przysuwała się kolejno do otworu pod łóżkiem Alice i chichotała, choć tak naprawdę nie było w tym żadnego powodu do  śmiechu. Sytuacja wyglądała upiornie. Dziewczyna nieco młodsza od nich wyrywała się wystraszonym nieco lekarzom,którzy przywiązywali ją do łóżka w asyście ich "ulubionej " pielęgniarki. Oh tak, ani Oven była najgorszą osobą, jaką znały dziewczęta. Była cała pomarszczona i obwisła, a na jej nogach był żylak na żylaku. Nie wspominając o zapachu papierosowym ciągnącym się po korytarzach na dziesięć minut po tym jak przejdzie. W końcu obyło się z przywiązanymi do łóżka nogami i tulącej jej na dobranoc pani psycholog Winwood. Była terapeutką Alice i Molly a zarazem wychowawczynią tego skrzydła szpitala. Ta kobieta była złota. Alice miała z nią sesję trzy razy w tygodniu i wydawało jej się że to jedyna osoba w tym zakładzie, która pomaga komukolwiek. W międzyczasie dziewczyna zasnęła a pani Winwood jeszcze chwilę śpiewała jej kołysankę
-Dobra dziewczyny, chyba koniec filmu, jakie recenzje?
-Mocne 8/10. Te 3 oczywiście za śpiew pani Winwood- Stwierdziła Veronic a Molly i Alice pokiwały głowami z aprobatą i cały tercet zachichotał. Było to chyba dosyć głośne, bo po chwili zauważyły że ktoś zmierza prawdopodobnie do ich drzwi.
-Manewr "S"-Powiedziała Moly biegnąc do swojego łóżka. Miała najgorzej bo bezszelestnie musiała wdrapać się po drabince na pięterko ale pozostałe dziewczyny też musiały szybko znaleźć się na swoich posadzkach. Zdążyły idealnie w porę, bo zaraz drzwi się rozchyliły i wszedł lekarz dyżurny. Rozglądnął się szybo i syknął
-Na przyszłość radzę się przymknąć, bo nie zamierzam tu przychodzić co noc- i zatrzasnął drzwi.
-pssst, chyba mamy nowy rekord-Stwierdziła Alice a dziewczyny potaknęły i znowu się roześmiały, tym razem pod kołdrami więc nie było słychać. Dziewczyny dobrze się znały. Poznały się trzy lata temu. Spędziły ze sobą trzy dni w "szkole", bo wyrzucono je z matematyki wszystkie na raz a że były w tym samym wieku to jakoś tak się zdarzyło że zaczęły się ze sobą bratać. I tak po kilku wizytach dostały wspólny pokój. tak naprawdę nikt nie wie dlaczego, bo mają różne schorzenia. może po prostu szpital był przepełniony.
***
W końcu nadeszła sobota.Alice była już umówiona ze swoją opiekunką. W sumie to nie musiała nic umawiać bo przychodziła co tydzień. Za każdym razem pytała czy chce, żeby odwiedziła jakaś koleżanka ze szkoły, jakby nie wiedziała jak radzi sobie z innymi osobami. Za każdym razem traktują ją z góry, albo kiedy wszystko jest znakomite to schizofrenia daje o sobie znać. Była już po prostu zmęczona próbami dopasowywania się. Tak było prościej. Jej przyjaciółkami były  tylko Molly i Veronic. I niech tak zostanie. One przynajmniej w pełni ją akceptowały. 
-Pobudka drogie panie!- Rozbrzmiał okropny i obślizgły głos pani Oven. Wszystkie trzy głowy wychynęły spod kołder. Pielęgniarka wyszła a dziewczyny wymieniły zdziwione spojrzenia zupełnie jakby chciała powiedzieć "Co ona odwala?" Ale nie było czasu nad tym myśleć, bo za moment weszła wyczekiwana pani Winwoon 
-Alice,masz gościa. Szybko się ogarniaj i zapraszam do mojego gabinetu. 10 minut wystarczy? Alice tylko pokiwała głową. Szybko zawinęła się pod prysznic, po czym ubrała się i podmalowała bo po nocnym "alarmie" jej podkrążone oczy wymagały odrobiny zaszpachlowania. Wyszła z pokoju wyglądając jak bogini. Amelia jak zwykle siedziała pewna siebie i  z gracją na krześle obok biurka pani Winwood ubrana w znane prestiżowe marki z głową podniesioną do góry jakby wszystko było jej podwładne.
-Były jakieś ataki ostatnio?-Spytała jak zwykle chłodno.
-Nie-zdobyła się na przyjazny uśmiech
-Jakieś sytuacje o których powinnam wiedzieć?-Spytała Amelia a Alice wyglądała na zaniepokojoną -Wiesz że dowiem się i tak, lepiej żeby to było od Ciebie-odpowiedziała surowo
-Oh, no w porządku. W poniedziałek miałam atak, aż dziwne że cię nie powiadomili swoją drogą. Generalnie to chyba za bardzo wczułam się w lekcję historii
-Co chcesz przez to powiedzieć?-Widać było że nieco ją tozmartwiło
-Myślałam że mnie przesłuchuje  święta inkwizycja i pogryzłam panią Oven
-Że co proszę?-Przez chwilę ją zatkało.-Chwila, pani Oven o ta ropucha?- spytała szepcząc do ucha
-Taaa- Odpowiedziała Alice nie kryjąc uśmieszku
-Dobrze jej tak-I mrugnęła do swojej podopiecznej-Swoją drogą mam dla Ciebie prezent-                    -Rozpromieniła się na te słowa i sięgnęła pełną pierścionków dłonią do swojej pewnie okropnie drogiej torebki po chwili wyjmując z niej niewielkie pudełeczko.
-Z jakiej to okazji?-Spytała Alice nieco podejrzliwie
- Miło Cię znowu zobaczyć oraz za tydzień już Cię tu nie będzie-Otworzyła pudełeczko a oczom dziewczyny ukazał się złoty łańcuszek ze znakiem paragrafu
-Śliczny-odpowiedziała Alice przyjmując pudełeczko. Widać było że Amelia się ucieszyła
-Włożysz?-Spytała wstając
-Pewnie. Czyń honory-Uśmiechnęła się przyjaźnie podając swój prezent. Amelia delikatnie domknęła zapięcie i teraz złoty łańcuszek pięknie dekorował dekolt jej adoptowanej córki.
-Do twarzy Ci w nim, ale i bez niego jesteś piękna.-Uśmiechnęła się ciepło. W tym momencie weszła pani Winwood
-No tak, ale wszystko dobre nie może trwać za długo. Zbieram się, mam jeszcze kilka spraw do załatwienia dzisiaj. Pozdrów koleżanki. Zachowuj się odpowiednio. Kocham Cię, do zobaczenia.-       -Odpowiedziała zanim zdążyła wyjść z gabinetu.
-Na razie-Odpowiedziała a pani Winwood skierowała ją prosto na śniadanie.
Ostatnio jak przechodziła tutaj bez dziewczyn miała atak.(pani ropucha sie napatoczyła przy okazji jak usłyszała krzyki) Być może dlatego tym razem wysłano są z eskortą jej ulubionej pani psycholog. Dotarła na stołówkę i szybko odnalazła przyjaciółki.
-Mmm, czyżby kolejny prezent od bogatej matki?-Spytała Veronic uśmiechając się tajemniczo. Ona zawsze pierwsza zauważała takie rzeczy o ile akurat Molly nie miała epizodu maniackiego (zaburzenia afektywne dwubiegunowe).
-Śliczny jest!-Prawie wykrzyczała oczarowana Molly
-Dzięki ale nie to jest dzisiaj najważniejsze-Uśmiechnęła się chytrze do kompanek i puściła oczko.
-Serio myślisz że to się uda?-spytała Molly z niedowierzaniem
-Przekonamy się-Odpowiedziały jednocześnie pozostałe dziewczyny.
***
I nadszedł tak długo oczekiwany wieczór. Ugadały się z dziewczyną z sali obok że tej nocy też zacznie wrzeszczeć bez opamiętania. Wszystkie odwaliły się jak na imprezę. Do klubu raczej je wpuszczą. W sumie wszystkim został niecały rok do osiemnastki więc to może się udać. Były gotowe. Położyły się do łóżek  i przeczekały tak nocny obchód. Teraz tylko poczekać na sąsiadkę i TAK!. Zaczęła się wydzierać.Faza pierwsza planu za nimi. Poczekały chwilę żeby wszyscy dyżurni tam pobiegli ale byli za bardzo oszołomieni żeby zauważyć ruch na korytarzu. Alice sięgnęła po kopertę z pieniędzmi jakie dziewczyny otrzymały od rodziców i odwiedzających. Szybko prześlizgnęły się przez drzwi i pognały co sił zdejmując uprzednio buty żeby nie sprawiać hałasu. Szybko pobiegły do windy. TAK! Jeszcze tylko panie z recepcji i są wolne. Przecisnęły się tylnymi drzwiami, kiedy dozorca poszedł do toalety. I wydostały się ze szpitala. To było o wiele prostsze niż sobie to wyobrażały. W końcu były wole po tylu tygodniach w całkowitym odseparowaniu od świata. Od tak dawna to planowały i w końcu ten plan się spełnił. Wystarczyło teraz tylko zakraść się dalej od zakładu i bliżej klubu i ICH NOC mogła w końcu się zacząć. Pobiegły jeszcze dwa kilometry zanim poczuły się bezpiecznie. 
-Jaki czas?-Spytała Veronic dysząc i wkładając buty.
-12.30-otrzymała odpowiedź- Nieźle-Podsumowała. Sięgnęła do stanika i wyciągnęła sfałszowane dowody osobiste. Rozdała je zszokowanym przyjaciółką.
-Jak byłam jeszcze w domu to trochę się nudziłam-Odpowiedziała na zagadkowe spojrzenia kompanek
-To po to Ci były te zdjęcia paszportowe!-Olśniło Molly -Hytrusek z Ciebie
-Nie pozwoliłabym żeby jakieś głupie dokumenty zepsuły nam wieczór
Podeszły jeszcze kawałek zanim znalazły się w klubie. Weszły bez większego problemu i zaczęły tańczyć, śmieć się i śpiewać. Zaraz po wejściu uderzył w nie zapach alkoholu, potu i rozgrzanych ciał. To brzmiało jak dobry początek imprezy. Plan był taki. O czwartej i tak zamykają, więc na spokojnie zdążyłyby przybiec przed pobudką a i tak miały by godzinę czau na wypadek jakby nastąpiły jakieś mniejsze lub większe komplikacje. Jak jeden mąż podeszły do baru. Umówiły się na miejsce spotkania, podzieliły po równo zebraną gotówką i nim Alice się spostrzegła jej przyjaciółki rozpierzchły się każda z innym chłopakiem i w inną stronę. 
-Hej śliczna- Usłyszała głos za sobą. W głębi duszy modliła się żeby nie był to jakiś  obleśny staruszek gotów ją zgwałcić tu i teraz. Delikatnie odwróciła się przez lewe ramię i poczuła ulgę. najwyraźniej jej modlitwy zostały wysłuchane. Jej rozmówcą był młody lokowany brunet.
-Cześć-Odpowiedziała oczarowana. Oczywiście nie dała tego po sobie poznać.
-Zatańczymy?-Spytał a Alice się zgodziła. Henry, bo tak na imię miał jej nowy znajomy okazał się bardzo ciekawym rozmówcą. Szybko znalazła z nim wspólny język. Po tańcu dała postawić sobie drinka. Zrobiła pierwszy łyk i od razu tego pożałowała. Zaczęło kręcić się jej w głowie i upadła na podłogę. 
Gdy się ocknęła zorientowała się straciła kontrolę nad własnym ciałem. Była zupełnie sparaliżowana. Nie wiedziała dlaczego. Henry musiał czegoś jej dosypać. Nie potrafiła nawet drgnąć. Nowy znajomy zostawił ją na kanapie i została tam do końca wieczoru bez możliwości ruchu. Patrzyła na rozwój zdarzeń aż wszyscy poszli albo zostali wyproszeni. To znaczyło że pub został zamknięty, co oznaczało że jest godzina czwarta i musi stąd wyjść. Jednak nikt jej nie wypraszał. Barczysty mężczyzna podszedł do niej i wstrzyknął coś w ramię. Palący ból rozlał jej się po mięśniu ale tylko na chwilę bo zaraz po tym straciła przytomność. Pamiętała tylko że wkładają ją do czarnego sportowego samochodu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Siemson wszystkim!!! Jestem mega zadowolona że tutaj trafiłeś.  Mam nadzieję że to co tu zobaczysz Ci się spodoba Mam szalony plan żeby w końcu napisać jakąś książkę do końca. KOCHAM CIĘ MÓJ CZYTELNIKU (I mean cześć babciu?)